Dzięki Agencji Koncertowej Syndykat Artystyczny mieszkańcy Gryfic mogli przez trzy dni obcować z kunsztem aktorskim na scenie w CRR Kapitol. W ubiegłym tygodniu wystawiana była tu sztuka w reżyserii Dariusza Taraszkiewicza „Babski przekręt”.

„Babski przekręt” to komedia, która za każdym razem skupiała w Kapitolu dość liczną widownię. O czym było przedstawienie?

Włoski biznesmen i wielki patriota Luigi Caruso czyni starania, żeby odzyskać od Francuzów bezcenny obraz Mona Lizy. Kiedy nadarza się okazja, postanawia nie zmarnować swojej szansy. Po raz pierwszy w historii obraz ma przyjechać na wystawę do Polski, będzie wystawiany w Pałacu Kultury. Luigi zbiera ekipę w Polsce, chcąc przechwycić obraz. Tworzą ją cztery nietuzinkowe, acz nie do końca zorganizowane kobiety… Monika, która właśnie wyszła z więzienia po warunkowym zwolnieniu. Cztery lata odsiadki nauczyły ją tego, że nie warto ufać mężczyznom. Karla jest tajną agentką włoskiego wywiadu, która żyje poza systemem jako bezdomna na ulicach Warszawy. Natalia jest absolwentką prestiżowego Uniwersytetu Jagiellońskiego, którą zdegradowano w muzealnej pracy do roli tabliczki informacyjnej. Anna jest byłą policjantką, którą wyrzucono z pracy w wyniku fałszywego donosu. Wszystkie są wściekłe i zdeterminowane, żeby dokonać kradzieży i zarobić 100 milionów dolarów, żeby zmienić swoje warunki życiowe i odegrać się na ludziach, którzy je skrzywdzili.

W role czterech niesamowitych kobiet wcieliły się: Małgorzata Lewińska, Ewa Kuklińska, Laura Samojłowicz oraz Matylda Damięcka, która do Gryfic przyjechała ze swoim ukochanym pupilem Roneyem.

Cztery urocze, mądre, niezwykle energiczne ze specyficznym poczuciem humoru dziewczyny, zgodziły się na krótką rozmowę z nami.

Redakcja: Rzeczywiście obcowanie z żywymi aktorami na scenie jest z pewnością bardzo wartościową formą odbioru sztuki. Dlaczego akurat małe miasteczka wybierane są jako docelowe miejsca spektakli?

Aktorki: Właśnie dlatego, że są małe i często daleko jest do najbliższego teatru. Takie agencje promocyjno – producenckie i artystyczne jak Syndykat Artystyczny, już od lat jeżdżą po Polsce ze spektaklami. Czasem gramy w dużych miastach, ale głównie docieramy właśnie tam, gdzie teatru nie ma i gdzie do teatru jest daleko. Taka jest nasza misja i tak to traktujemy.

Redakcja: Czy w Gryficach jesteście Panie po raz pierwszy?

Aktorki: Nie, to już co najmniej czwarty raz. Ale tu w Gryficach jest najtrudniejsza scena z jaką mamy do czynienia podczas naszych wojaży. Najtrudniejsza, bo źle ustawna, nie ma kurtyny, nie ma garderoby i nie możemy dobrze rozwinąć scenografii. Ale to nie znaczy, że jest zła. Tu chodzi o specyficzność sceny pod względem technicznym. Jest płytka i wysoka, a zejście z garderoby jest po schodkach. Właśnie dzisiaj rozmawiałyśmy, że to przedstawienie – chociaż dla nas jest bardzo trudne – okazało się najlepiej adoptujące do tej sceny. Wszystko da się tu obronić i spektakl nie traci, a może nawet zyskuje.

Redakcja: A jak odbieracie Panie gryficką publiczność?

Aktorki: Jak to mówią coś za coś i chyba jest to prawda. Ze sceną jest różnie, ale za to publiczność w Gryficach zawsze jest fantastyczna. Gramy tu już trzeci dzień i widownia jest pełna, publiczność bardzo rozbawiona. Tu nikt nikogo nie zmusza do przyjścia na spektakl, ani do prawidłowej reakcji. „Babski przekręt” to komedia i gryficka publiczność jest bardzo czujna, wie kiedy i jak reagować. Czujemy się tu świetnie.

Redakcja: Widywane są Panie w różnych rolach i nic w tym dziwnego, bo jak mówią dobry aktor wszystko powinien zagrać. Ale mają chyba Panie swoje ulubione gatunki?

Aktorki: Kabaret literacki – mówi Matylda Damięcka. Ja lubię śpiewać – dodaje Laura Samojłowicz.

Ja z kolei lubię pracę w telewizji, w filmie. A to dlatego, że jestem z wykształcenia tancerką, dużo śpiewam, więc dla mnie jest to bezpieczny występ, bo ewentualnie można coś powtórzyć. Ale jednak nic nie zastąpi żywego kontaktu z publicznością – mówi Ewa Kuklińska. Jest prawdziwy stres, spięcie, adrenalina. Czasem może coś nie pójść po myśli, zwłaszcza jak jest przedstawienie bardzo świeże, ale jest to fantastyczne przeżycie, dla aktora chyba najważniejsze – dodaje.

Ja jestem bliźniakiem, więc jestem rozdwojona. Tak samo lubię grać komedie, jak i dramaty. Tak samo lubię teatr, jak i film, ale jednak chyba ze wskazaniem na ten czas, kiedy w teatrze coś się buduje, ten proces jest bardzo fajny. Każdy spektakl jest inny i tu nie ma tylko odtwarzania. W filmie można coś powtórzyć, a w teatrze bardziej wypracować i to jest fajne – mówi Małgorzata Lewińska.

Redakcja: A jak dajecie sobie Panie radę w tym trudnym pandemicznym czasie?

Aktorki: Staramy się jak wszyscy zachowywać środki ostrożności i podchodzić do tego ze spokojem. Niektóre z nas są po przebyciu choroby, niektóre myślały, że przebyły, a inne wierzą, że nie będą musiały się z tym mierzyć. Mamy nadzieję, że się nie wysypiemy, jeśli będziemy postępowały roztropnie. Natomiast jeżeli chodzi o zawodową stronę, to teatr bardzo na tym ucierpiał. Nie ma tylu przedstawień ile by się chciało i czekamy aż wszystko się unormuje. Niektóre z nas cały rok były bez pracy, ale żyjemy nadzieją i wierzymy, że będzie lepiej. My wierzymy, że najwspanialsze i wymarzone role są jeszcze przed nami.

Redakcja: Dziękując za rozmowę tego właśnie Paniom życzymy.