Wczoraj w Zachodniopomorskiej Szkole Biznesu w Gryficach o godzinie 16.00 odbyło się otwarte spotkanie w sprawie aktualizacji Studium Zagospodarowania Przestrzennego Gminy Gryfice. Dokument, o którym mowa stanowi jeden z podstawowych dokumentów związanych z prowadzeniem planowej gospodarki gminnej.

Pragnąc zgłębić temat jeszcze przed spotkaniem poprosiliśmy zastępcę burmistrza Gryfic pana Zbigniewa Chabowskiego oraz Inspektora w Wydziale Planowania Przestrzennego Gminy Gryfice panią Anetę Chruścielewską o odpowiedź na kilka nurtujących nas pytań.

Redakcja. Co to za dokument, o którym rozmawiamy?

Zbigniew Chabowski. Dokument, o którym rozmawiamy stanowi fundament gospodarki przestrzennej, tego, co się w mieście dzieje. Wpływa on na wszystkie sfery naszego życia, począwszy od zagospodarowania przestrzennego poprzez planowanie, układy komunikacyjne, ochronę przyrody. Najprościej rzecz ujmując dokument ten dotyczy każdej sfery życia społecznego i gospodarczego.

Redakcja. Jak rozumiem taki dokument już funkcjonuje w naszej przestrzeni?

Aneta Chruścielewska. Na dzień dzisiejszy taki dokument jest i funkcjonuje. Uchwalony został Uchwałą Rady Miejskiej w 2002 roku. Jednakże z racji tego, że jego aktualizacja odbyła się dość dawno na dzień dzisiejszy dokument ten jest po prostu nieaktualny. Zmieniły się warunki otoczenia oraz zmieniło się prawo. Biorąc pod uwagę, że studium jest aktem prawa miejscowego wyznaczając kierunki zagospodarowania doszliśmy do wniosku, że przyszedł już czas, by usiąść do niego oraz sporządzić jego aktualizację z należytą starannością i z przemyśleniami.

Redakcja. Zapraszacie Państwo do konsultacji mieszkańców. Dlaczego?

Zbigniew Chabowski. Robimy to po to, gdyż znamy jego wagę i wiemy jak jest to ważne. Wiemy również, że dokument ten jest niedoceniany. Jest to dla mieszkańców temat nudny, ale do czasu, gdy okazuje się, że dotyczy on wielu spraw. Wtorkowe spotkanie jest najlepszą okazją, by mieszkańcy włączyli się w jego aktualizację. Po to, by był to dokument wszystkich mieszkańców, a nie tylko urzędników gdyż później spotykamy się najczęściej z takimi opiniami, że jak sobie wymyślili to niech sobie robią. Oczywiście pewnych rzeczy nie da się zrobić, dlatego zatrudniamy do pracy nad nim fachowców: architektów, urbanistów, specjalistów z różnych dziedzin i branż, którzy powiedzą nam, co można, a czego nie można.

Redakcja. Co by było, gdyby takiego dokumentu nie było?

Aneta Chruścielewska. Nie ma takiej opcji. Ustawa nas do tego obliguje. Każda gmina na dzień dzisiejszy musi mieć takie studium. Tak naprawdę na jego podstawie możemy tworzyć miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego. Oba te dokumenty powinny więc być zgodne.

Zbiegniew Chabowski. Wyobraźmy sobie jednak hipotetycznie, że nie mamy takiego dokumentu. Co wtedy? Najprawdopodobniej każdy by budował co by chciał i gdzie by chciał. Wówczas prawdopodobnie okazało by się, że niektórzy mieszkańcy nie mogą wyjrzeć przez okno, ponieważ dookoła niego wybudowane zostały wysokie budynki. Tam gdzie planowaliśmy drogę, ktoś pobudował jakieś budynki, postawił urządzenia. Gdyby taka droga okazała się niezbędna sprawiłoby to, że trzeba by takie miejsce rozebrać. Podobna sprawa by się miała w przypadku ujść wody, których jakość też by była zagrożona, bo akurat tam gdzie naturalnie się znajdują ktoś zainwestował w uciążliwy zakład, którego działanie wpłynęło na pogorszenie jej jakości. Myślę ze sytuacja ta doprowadziłaby do pewnej anarchii i byłyby to pewien problem. Gdyby ktoś wjechał do takiej przestrzeni zorganizowanej bez ładu i składu to podejrzewam, że nie byłby zachwycony tym, co by tam zobaczył. Poza tym nie sądzę aby mieszkańcy chcieli żyć w takiej rzeczywistości przypominającej wolną amerykankę, z której korzystaliby ci bogatsi, cwańsi czy sprytniejsi. Ale czy miałoby to jakiś sens? Wydaje mi się, że nie.

Redakcja. Dlaczego zależy Wam, by to właśnie mieszkańcy brali udział w jego tworzeniu?

Zbigniew Chabowski. Cóż, mamy na taką okoliczność kilka przykładów. Załóżmy, że ktoś przychodzi, bo chce wziąć kredyt.

Aneta Chruścielewska. Wówczas powinno paść podstawowe pytanie czy jest miejscowy plan zagospodarowania. W przypadku, gdy go nie ma wydajemy dokument o warunkach zabudowy. Jednakże te decyzje wydawane są na podstawie analizy urbanistycznej. Może się okazać, że na tej łące, która się panu tak bardzo podoba i chce się pan na niej wybudować, z różnych przyczyn nie da się tego tam wykonać. Bo w okolicy nie ma sąsiedztwa, nie ma dostępu do drogi publicznej nie ma kontynuacji zabudowy. Jest pięć punktów, które trzeba spełniać zgodnie z ustawą o planowaniu przestrzennym, by taką decyzję otrzymać. Gdy już ją mamy można wystąpić o pozwolenie na budowę.

Redakcja. Opracowanie tego dokumentu wpłynie wymiernie na podniesienie wartości takiego gruntu?

Aneta Chruścielewska. Tak. Przy wycenie nieruchomości większość rzeczoznawców posiłkuje się zapisami w studium. Jeśli w studium taka działka jest rolną, to taka wartość jest zaniżona.

Z punktu ten, kto buduje ten, kto projektuje czy wycenia wie, że ten teren jest przeznaczony na budownictwo rodzinne. I w tym momencie mimo tego, że nie ma jeszcze planu zagospodarowania przestrzennego jest to traktowane w rozliczeniach wzajemnych jako grunt budowlany.

Jeśli na pewnym etapie okaże się, że plan jest jedynym rozwiązaniem np. w przypadku, gdy ziemia jest klasy trzeciej lub są inne ograniczenia, to żeby powstał budynek trzeba to najpierw umieścić w studium. Następnie należy sporządzić plan i dopiero wówczas jest szansa na inwestycję. Jak widać aktualny plan jest więc fundamentem wszelkich działań, które wykonujemy. Niektóre przepisy pozwalają na to mimo, że jeszcze nie mamy w tym studium tego zawartego, ale możemy już pewne działania uczynić.

Redakcja. Skoro jest on tak ważny, to dlaczego tak długo zwlekaliście z jego aktualizacją.

Zbigniew Chabowski. Dlatego, że aktualizacja tego dokumentu trwa ok. półtora roku. Koszty są olbrzymie, gdyż jest to średnio 150-200 tys. złotych. Jeżeli więc dołożymy do tego dokumenty uzupełniające to te koszty mogą być jeszcze większe. W związku z tym gminy niechętnie przystępują do tej aktualizacji w takim zakresie, ale zapewniam, że jest to niezbędne. Dlaczego jeszcze? Codziennie jest po kilka wniosków z prośbą o wypis ze studium, co na danym terenie się znajduje. Stąd nasza propozycja, by składać własne wnioski do tego dokumentu. Jeżeli nic nie zrobimy w tym temacie, to nic się nie zmieni i trudno będzie o ewentualne zmiany. Zaręczam, że nie jest tak, że my w zaciszach gabinetów nie mając, co robić wymyśliliśmy sobie, że zaktualizujemy studium.  Ci, co znają miasto i gminę zapewne zauważyli, że w kierunku na Jabłonowo powstało całe osiedle domków jednorodzinnych, a to jest teren rolny. Borzyszewo to teren zabudowany, który ciągle funkcjonuje, jako użytki zielone. To powoduje pewne ograniczenia, zmniejsza też możliwości inwestycyjne i tak naprawdę tworzy się pewien chaos. Ludzie przychodzą i mówią, że nie mają drogi, nie mają dojazdu, że przydałaby się nitka z wodą i mają rację. Jednakże brak aktualnej strategii sprawia, że jesteśmy zmuszeni niejako post factum zapewniać im na przykład wodę. Przyjęliśmy zasadę, że jeżeli w pewien sposób coś się naturalnie wykreowało to my nie będziemy tego blokować czy przeszkadzać, bo to bez sensu. Jeżeli jest taka potrzeba utrwalmy to, stwórzmy dokumenty, pomyślmy, co jeszcze zrobić aby można było normalnie funkcjonować.  Mieliśmy w Gryficach wiele problemów z wiatrakami, ale również z potężnymi chlewniami. Gdybyśmy wówczas mieli aktualne studium, zapisy, które dzisiaj są w strategii gminy to myślę, że uniknęlibyśmy emocji, które wówczas nam towarzyszyły. Dzisiaj do studium możemy wpisać, co chcemy lub czego nie chcemy na naszym terenie i jest spokój.