Rzecznik rządu Piotr Müller zasugerował w jednym z ostatnich wywiadów, że branża turystyczna może być uruchomiona w pierwszej połowie maja. Jeśli tak się stanie, oznacza to, że jeszcze uda się cokolwiek uratować. Czy dużo?

Branża turystyczna, hotelarska i gastronomiczna, to chyba te obszary gospodarki, które z powodu pandemii ucierpiały solidnie. To nie tylko te przedsiębiorstwa, to też ludzie w nich pracujący, to również dostawcy, którzy zaopatrują pensjonaty, hotele czy ośrodki wczasowe. O ile hotele są instytucjami całorocznymi, chociaż nie wszystkie, to branża turystyczna tak naprawdę pracuje około czterech miesięcy i poza sezonem nie da się tego nadrobić. Mówił o tym Artur Łącki, człowiek związany z tą branżą od wielu lat.

Ważna w tym wszystkim jest specyfika tej branży. My tutaj zarabiamy kilka miesięcy na utrzymanie w całym roku. Tak naprawdę jest to czerwiec, lipiec, sierpień no i troszkę maj. Jeśli nie zarobimy w tych miesiącach, to już w tym roku nie zarobimy. Nie da się tego odrobić później, bo nie ma już lata. Jak nie zarobimy w tych miesiącach, to wiele przedsiębiorstw padnie, wielu ludzi straci pracę i będą to wielkie dramaty ludzkie”- powiedział.

Pojawiła się jednak pocieszająca informacja. Hotele i pensjonaty mogą zostać otwarte jeszcze w pierwszej połowie maja – tak sugerował rzecznik rządu. Tylko czy to wystarczający czas na uratowanie czegokolwiek.

Jeszcze cokolwiek można uratować, ale oczekujemy, że w maju rządzący odmrożą w końcu tą gospodarkę i będzie można próbować odrabiać lub chociaż minimalizować straty. Oczywiście ten rok będzie inny, ale my o tym wiemy, bo jesteśmy ludźmi odpowiedzialnymi. Potrafimy tak poprowadzić firmy, żeby ludziom zapewnić bezpieczeństwo, ale trzeba nam na to pozwolić” – mówił A. Łącki.

Branża turystyczna nie ma jednak wątpliwości, że tegoroczna majówka przepadnie i generalnie nie będzie łatwo, bo sytuacja jest zupełnie inna. Ludzie coraz częściej myślą o wakacjach chociaż to będą wakacje inne. Rzadziej nad morzem, częściej na wsi. Sugestia rzecznika rządu o odmrożeniu turystyki do połowy maja, nieco ożywiła nie tylko przedsiębiorców, ale też tych, którzy nad morze przyjeżdżali każdego roku. Jest to delikatne ożywienie, bo przedsiębiorcy zdają sobie sprawę z tego, że nawet jeśli ruszy turystyka, to tłumów w największych kurortach nie będzie.

Ludzie będą szukali ustronnych miejsc, blisko natury, w pobliżu lasów czy jezior, bo tam będzie po prostu taniej. Niestety na tegoroczne wakacje wydamy też znacznie mniej niż na poprzednie. Przyczyn jest kilka, jedna z nich to oczywiście kryzys gospodarczy i rosnące bezrobocie. Urlopowicze będą też obawiali się zakażeń, więc pewnie zrezygnują z dużych hoteli i większych ośrodków. Zamiast tego będą szukali w tym roku skromniejszych pensjonatów. Małym pocieszeniem może być fakt, że wiele osób z tych, którzy wyjeżdżali na wakacje poza granice kraju, nawet jeśli te zostaną otwarte, prawdopodobnie zrezygnuje z wyjazdów i zamieni je na polskie morze.

plaża
W dobie pandemii branża turystyczna znacznie ucierpiała. Czy uda się ją uratować?